O smoku i kaczce. I tym, co ich łączy. O garnuszkach i muszkach, o sianie (nie gruszkach) i o dziewce , co w prostocie prawdziwy dla się skarb odnalazła. A co więcej sam zobacz!

Double Wings - dobry zespół muzyczny na wesele Double Wings - dobry zespół muzyczny na wesele

Dlaczego wodzirej?

Filozofia pracy

Oczepinowa sztuka weselna

Referencyjny scenariusz wesela

Zabawy


Posłuchajcie ludzie prawi tej historii pięknej...

Sylwester Laskowski

Oczepinowa Sztuka Weselna

Rodzicom

Emilii i Wojciechowi Szczepańskim

oraz

Mirosławie i Stanisławowi Laskowskim

Aktorzy:

Król Opatrznus

-

ojciec Królewny

Królewna Marysieńka

-

córka Króla

Szczepcio

-

sługa Króla

Smok Naftazy

Narrator

Rekwizyty:

kaczka

rzeźba kobiety

scyzoryk

latarka (ogień ze smoczej paszczy)

widły

siano

*** PREMIERA ***

Restauracja LEO
Nowe Miasto nad Pilicą
7. sierpnia 2004.

Premierowa obsada

Król Opatrznus

-

Andrzej Piotrowski

Królewna Marysieńka

-

Magdalena Laskowska

Szczepcio

-

Sylwester Laskowski

Smok Naftazy

-

Łukasz Dzierżanowski

Narrator

-

Mariusz Wróbel

1. Wprowadzenie

(Narrator)

Posłuchajcie ludzie prawi tej historii pięknej,
wcale nie wyssanej z palca, ni z księżyca wziętej,
lecz jak stoję tu przed Wami żywy - z krwi i kości,
tak prawdziwej opowieści o pewnej miłości.

Lecz nie będzie to romansik, lub też inna szmira,
Brazylijki nie zapuszczę tu z telewizora
i nie będę z Hollywoodu wieści tu przytaczał,
o tym niech Wam ten opowie, kto w tym palce maczał.

Ja chcę miłość nie z gazety dzisiaj tu wychwalać
(takie też istnieją dzisiaj, chociaż mogłoby się zdawać,
że bez twarzy na papierze, lub co gorsza pupy,
miłość gaśnie lub zamarza, jak jezioro w lutym).

Będę mówił o prawdziwej, prostej, wielkodusznej,
tej, co swego nie szukając walczy w sprawie słusznej
i o takiej, co pokornie siebie samą mierzy,
takiej, co na widok innych w złości się nie jeży,
tej, co cicha, co wytrwała, co gorliwie służy,
nie o takiej, która z brzuchem w górze tylko leży.

Będę mówił o miłości, co się umie dzielić,
która "tak" od "nie" z łatwością potrafi oddzielić.
Taką miłość Wam przedstawię w tej historii pięknej,
wcale nie wyssanej z palca, ni z księżyca wziętej,
lecz prawdziwej opowieści o pewnej miłości,
jako stoję tu przed Wami żywy z krwi i kości.

Posłuchajcie więc uważnie, pilnie tężąc uszy.
Niech historia ta do głębi Wasze serca wzruszy.

2. W komnacie Króla Opatrznusa

Narrator, Król i Szczepcio.
Król leży z rękoma pod głową, słomka w ustach, ma się wyśmienicie.
Szczepcio rzeźbi w drewnie scyzorykiem postać kobiety.

(Narrator)

Dawno, dawno temu, za najwyższą w świecie górą,
za najbardziej zapadniętą z zapadniętych dziurą,
za najbardziej krętą rzeką, na najgłębszym morzem,
w pewnym zamku w jednej z komnat stało wielkie łoże.
A w nim Król - Opatrznus Dobry, ciężko chory leży.
I choć słaby, to dostojnym wzrokiem sługę mierzy,
takie mu ostatkiem sił swych dając polecenie:

(Król)

- Zdaje mi się, drogi Szczepciu, żeśmy już na scenie
i że spektakl już się zaczął, więc uważaj teraz,
będą mówił jak królowie powiadają nieraz,
kiedy im przypada rola ciężko chorych królów,
którym państwa swego los przysparza ciężkich serca bólów.

(Szczepcio)

- Pewka! Opatrznusie Drogi! Tfu! Dostojny Królu,
również mi los Twego państwa nie oszczędza bólów.

(Kontynułuje na boku, jakby do siebie)

Lecz Ty pewnie nawet nie wiesz, cóż to za przyczyna
w moim sercu tak dotkliwe co dzień bóle wszczyna.

(Już do króla)

Mów więc, Drogi Opatrznusie! Tfu! Dostojny Królu,
chcę wysłuchać, co przysparza twemu sercu bólów.

(Król)

- Wiesz, mój drogi, że pod zamkiem hodujemy Smoka.
Dziś w tej kwestii nieco inna niźli była jest epoka.
Smoki nie chcą już jeść ludzi, owce im obrzydły.
Teraz raczej wolą trawę suchą. Weź więc z sobą widły,
idź do spichrza, tam na wozie leży świeże siano,
które moja córka zwiozła prosto z pola rano,
no i nakarm Smoka nieco, niech się Smoczek wzruszy.
Potem napój, niech go ogień w gardle już nie suszy.
Taki jakiś mizerniutki zrobił się biedaczek,
odtąd, gdy mu serce rwie się w stronę jednej z kaczek.

(Szczepcio)

- Pewka! Drogi Opatrznusie! Tfu, Dostojny Królu,
pędzę ująć Twemu sercu oraz Smoka bólów.

(Narrator)

My tymczasem przeniesiemy oczy w miejsce inne.

3. W jamie smoka Naftazego

Narrator, Smok i Księżniczka.
Smok Naftazy strapiony, Królewna Marysieńka podtrzymuje mu brodę.

(Narrator)

W smoczej jamie, zatroskany, na posadzce zimnej
siedzi gruby smok Naftazy. Obok dziewczę młode
swym ramieniem strapionemu podtrzymuje brodę.

Teraz proszę kamerzystów o zbliżenie akcji,
byśmy mogli się z uwagą przyjrzeć sytuacji.

(Królewna)

- Pewnieś głodny?

(Smok)

(Podnosząc głowę)

- No...

(Narrator)

- powiedział smok podniósłszy brodę.

(Smok)

- Zjadłbym jakąś owcę z rożna, albo dziewczę młode.
A tu karmią mnie wciąż sianem i próbują wpoić,
że się chudej kaczce Fidze mógłbym dać oswoić.

Ciężka dola dzisiaj smoków, nikt ich nie chce słuchać,
nawet ogniem już od święta im nie wolno buchać.

(Królewna)

(Z udawaną powagą, w duchu się śmiejąc)

- Wiedz, że dobrze Cię rozumiem, Smoczku mój cherlawy,
gdy się ciągle sianem karmi, żywot nieciekawy.
Jeśli głód więc radość ducha teraz Ci odbiera,
mogę kupić zapiekankę albo hamburgera.

(Smok)

(Śmiejąc się)

- Tom Cię nabrał, Marysieńko. A Tyś już myślała,
że nad świeżusieńkie sianko wolę udziec woła.

(Królewna)

(śmiejąc się)

- Ha! Naftazy, druhu wierny! Jesteś w wielki błędzie!
O tym, żeś na sianko łasy mówią kaczki wszędzie!
A że jedna nie na żarty Twemu sercu bliska...

(Smok)

(Nagle przykładając palca do ust)

- Ciii!! Królewno Moja, to jest sprawa śliska.
Czy widziałaś kiedy w świecie równie dziwną sprawę,
aby smok się kochał w kaczce, albo wcinał trawę?

(Do siebie)

Muszę dobrze to rozegrać. Figa fajna kaczka.
Ja to mam te smocze oczko i smoczego smaczka!

(Zwracając się w stronę Królewny)

Wiesz, Królewno, muszę chyba trochę zrzucić brzucha,
nazbyt często po jedzeniu siarka z niego bucha.
Figa piórka ma bialutkie, wody te nie chłoną.
Czy Ty wiesz, jak kaczka gdacze, gdy jej pióra płoną?

(Królewna)

- Pewnie głośno.

(Smok)

- Przeraźliwie!!! Kiedyś tak się stało.
Nieźle potem mi od Króla w skórę się dostało.
Zacznę chyba trochę biegać, albo się zapiszę
do kurnika na basenik. Nie wiesz, nie ma zniżek?

(Królewna)

- Są... dla dżdżownic i dla stonki, w piątki też dla muszek.
Może gdybyś spił koguta, albo pcheł garnuszek
ususzonych przyniósł w darze, to by Cię wpuściły.

(Smok)

(Strapiony)

- Spić koguta?! To przerasta moje smocze siły.
Na pchły jestem uczulony, nie mam też garnuszka.
Może da mi swój karnecik jakaś tęższa muszka?

(Królewna)

(Uśmiechając się)

- Oj, to chyba by musiała muszek tych być chmura.
No i co Ty Smoku zrobisz, gdy Cię połknie kura?

(Smok)

- Ha! Ulotnię wtedy tylko z brzucha jakiś smaczek
i dołączy nieboraczka do płonących kaczek.

* * *

(Narrator)

I tak niosła się rozmowa echem w smoczej jamie,
to o kaczkach, to o smaczkach, o suszonej trawie.
I do dziś pisarze bajek nad tym wciąż się głowią,
jak to jest, że smoczych smaczków kaczki się nie boją.

My tymczasem, moi mili wróćmy już na zamek.

4. W komnacie Króla Opatrznusa

Narrator i Król.
Król chodzi zamyślony po sali.

(Narrator)

Skoro tylko sługa Szczepcio ruszył szukać dranek,
z których widły sobie sklecić zamiar miał niezłomny,
król Opatrznus w dobrej myśli na los córki pomny,
takie treści jął rozważać.

(Król)

(Chodząc po komnacie rozważa o swoim słudze - Szczepciu)

- Ten mój sługa drogi,
głowę ma nie mniej zaradną niźli długie nogi.
Wielce jest mi on pomocnym. Rady jego szukam.
Jego zdania w sprawie państwa zawsze chętnie słucham.
A i ducha ma mężnego, serce wielkoduszne.
Nic dziwnego, że z przejęciem waży sprawy słuszne.

(Po chwili)

Widzę też, że duch artysty chyba w nim się budzi.
Siedzi w pracy po godzinach, nad czymś tam się trudzi,
dłubie w drewnie jakąś dziewkę. Nawet zdaje mi się,
że ta rzeźba przypomina śliczną mą Marysię.

Nic to! Teraz inna sprawa myśli moje trzyma.
To już jutro na dziedzińcu turniej się zaczyna,
w którym walczyć będą wielcy z różnych stron rycerze.
Że najbardziej dzielny wygra, w to gorąco wierzę.

Jemu tylko będzie wolno kornie córkę prosić,
by zechciała go już odtąd jako męża znosić.
Jeśli zgodę ten otrzyma wówczas dałem słowo,
że podzielę się królestwa swego równą z nim połową.

***

(Narrator)

Słowem swoim Król nie szastał, pustych w wiatr nie rzucał.
Dotrzymywał w każdym czasie wszystko, co obiecał.
Pewnym więc jest: kogo werdykt zwycięzcą ogłosi,
temu wolno będzie córkę o rękę poprosić.

5. Szczepcio w spichlerzu

Narrator i Szczepcio.
Szczpciu w spichlerzu z widłami w rękach. Kaczka leży na wozie.

(Narrator)

Skoro tylko wprost z ust Króla polecenie padło,
aby za przyczyną Szczepcia sianem się najadło
owo zwierze hodowlane, co jak Smok wygląda,
począł Szczepcio za drankami bacznie się rozglądać.
Chciał z nich zrobić nowe widły. Nastał bowiem sierpień,
no a w sierpniu zwykł Smok sobie robić z wideł grzebień
i już stare widły zużył.

Kiedy Szczepcio znalazł
dranek liczbę odpowiednią, widły sklecił zaraz.
Włazi więc na dyszel woza, widły w ręce łapie,
patrzy... a na stercie siana kaczka jakaś chrapie.

(Szczepcio)

(Uśmiechając się)

- Ho, ho! Czuję coś pod nosem, że to będzie heca,
jeśli w smocze zęby trafi z sianem kaczki kieca!

(Narrator)

I tak chwycił jednym ruchem siano oraz kaczkę,
nie świadomą co się święci śpiącą nieboraczkę.
Potem ruszył w stronę jamy smoczej prężnym krokiem
na swą kaczą zdobycz patrząc bacznie jednym okiem.

6. W jamie Smoka Naftazego

Narrator, Smok, Królewna i Szczepcio.
Szczpcio w spichlerzu z widłami w rękach. Za pazuchą trzyma rzeźbę kobiety.
Ma też ze sobą scyzoryk. Kaczka leży na wozie.

(Narrator)

Smok Naftazy właśnie mówił o kobiecej modzie,
jakimś smaczkiem wspominając czasem o swym głodzie,
gdy u progu smoczej jamy, gdzie Królewna była,
śpiąca na szczepciowych rękach kaczka się zjawiła.
Rzecz to teraz nie istotna, że z nią przyszło siano.
Skoro tylko smok Naftazy okiem rzucił na nią,
wciągnął brzucho, zjadł tik-taka, ręką włos ułożył
i na żółtym kaczym dziobie pocałunek złożył.

(Smok całuje kaczkę i bierze ją razem z sianem na ręce)

Ta zdawała się nic nie czuć. To niewiarygodne!
Żaden tik-tak nie poradzi gdy są Smoki głodne!
Ta jednakże chrapie równo z otworzonym dziobem.
Smok więc wielce zawiedziony zajął się swym głodem.

(Zawiedziony Smok odkłada kaczkę na bok i zaczyna jeść siano)

Szczepcio zaś w tym czasie trudnym dla Smoczego serca,
znalazł na posadzce nieco dla swych kolan miejsca,
zgiął z nich jedno, jak przystało u stóp córki Króla

(Szczepcio przyklęka przed Królewną na jedno kolano)

i rzekł do niej:

(Szczepcio)

(Uśmiechając się do księżniczki, z żartem w głosie)

- Sierpień, rozpoznaję po mych kolan bólach.

(Królewna)

(Uśmiechając się do Szczepcia, z żartem w głosie)

- Ja, Mój Szczepciu rozpoznałam, że to jest już sierpień,
gdym w twych rękach zobaczyła nowy z dranek grzebień.

(Szczepciu całuje Królewnę w rękę)

(Szczepcio)

- Cieszę się Królewno droga, że Cię tu spotkałem.

(Wstaje, wyciąga z kieszeni scyzoryk i wyciętą z papieru postać kobiety)

Odkąd od Twojego Ojca z wdzięczności dostałem
ten scyzoryk za mą służbę wierną i gorliwą,
rzeźbię w drewnie jego ostrzem Twoją postać miłą.
Jest już prawie ukończona i wygląda nieźle.
Chciałem ją przy sobie nosić po Twoim wyjeździe,
aby pamięć nosić żywą w słońcu oraz burzy,
iż chcę swoim życiem wiernie również Tobie służyć.

Lecz z ostatnio ogłoszonych na Polsacie wieści
wiem, że moja wola służby może się nie zmieścić
w tym układzie, jaki stworzą jutrzejsze zmagania
mężów dzielnych o Twą rękę walczących od rana.

Na cóż Tobie Marysieńko, moja skromna służba
gdy przy Twoim boku stanie taki dzielny drużba?

Przyjmij więc dziś tu ode mnie, ten podarek skromny,
który wdzięk Twój niewymowny przekaże potomnym.

(Królewna)

- Wielki skarb w osobie Twojej Ojciec mój posiada!
A i ja z Twej obecności wielce jestem rada.
Mieć na dworze takie sługi, to błogosławieństwo!
W dobra obfituje zamek, Smok i całe księstwo!
Przyjmę dar z wdzięcznością wielką i pamięć chcę chować,
iż prócz najdroższego Męża sługi mam miłować.

(Narrator)

Smok tymczasem w swych objęciach tuląc śpiącą kaczkę,
raz po raz próbował zbudzić ją siarczystym smaczkiem.

7. Turniej i finał

Narrator, Smok, Królewna i Szczepcio, Król.
Smok siedzi jednym rogu z latarką. W drugim końcu kopa siana.

(Narrator)

Ranek rześki świt obudził i dzień nastał nowy.
Z czterech świata stron zjechały najzacniejsze głowy,
aby wziąć w turnieju udział o rękę Księżniczki.

Nim się turniej jeszcze zaczął, już skórzane rękawiczki
końca lotu doczekały na niejednej twarzy,
jeśli rzucający sądził, iż tej twarzy też się marzy
aby jej właściwe usta ust Księżniczki dotknąć mogły.
Żadna prośba, zakaz Króla, nawet groźby nie pomogły.

Jeśli zaś o turniej chodzi, to przyjęto w nim zasadę,
iż zwycięzcą ten zostanie, kto da Naftazemu radę.

W jednym rogu posadzono Smoka, który nic od rana
ani nie jadł, ani nie pił. W drugim końcu kopę siana
ułożono wielką. I pomiędzy nimi śmiałek
wprost do stóp Księżniczki przebyć miał drogi kawałek.

Patrząc po tym co się działo, wolno nam wnioskować,
iż z Naftazym o basenik kury negocjować
zeszłej nocy zbyt nie chciały, gdyż siarczyste ognie
wszystkim spośród próbujących popaliły spodnie.

Widok ten Królewskich oczu nie mógł uradować.
Więc Opatrznus z żalem w głosie począł apelować.

(Król)

- Widzę tu, iż duch ochoczy dzisiaj wam nie służy.
Zdaje się, iż własne spodnie szanują niektórzy
bardziej, niźli los mej córki, którą tu powierzam
sercu i opiece czułej mężnego rycerza.

(Donośnym głosem)

Czy jest jeszcze jaki śmiałek, co ma w sercu ogień
większy niźli w tego smoka paszczy tli się płomień?

(Chwila ciszy)

(Szczepcio)

- Jam jest!

(Narrator)

- dobiegł dobrze znany nośny głos z oddali.

(Król)

- Kimże jest ów, co przede mną męstwem swym się chwali?

(Szczepcio)

- Jam jest, Miłościwy Panie! Jam, Twój sługa wierny!
Choć nie jestem ja rycerzem, chociaż jestem biedny
i koszulę noszę jedną, którąś mnie obdarzył,
chcę wywalczyć to przed Tobą, o czym serce marzy.

(Narrator)

I jął pędem do spichlerza! Chwycił widły z dranek!
Rzucił na nie nieco siana, potem włożył w dzbanek
kilogramy dwa tik-taków, a na koniec migiem
pobiegł na targ kaczy aby zabrać z sobą Figę.

Wreszcie stanął przed wszystkimi widły w dłoniach dzierżąc.
A na widłach, pośród siana, Figa sobie siedząc,
Naftazego mierzy wzrokiem rozkochanej kaczki.
Smok się zakłopotał wielce czując, że mu smaczki
z brzucha pędzą już do gardła prosto w stronę dranek.
Wtedy Szczepciu w paszczę wsypał mu tik-taków dzbanek,
Fidze zaś do ucha szepnął:

(Szczepcio)

- Zwijaj skrzydła oba,
i migusiem w jego paszczę wciskaj swego dzioba!

(Narrator)

Słów powtarzać tych dwa razy nie było potrzeby.
Kto by dwoje tych rozdzielić chciał nie małej biedy
sam nabawiłby się rychło, bowiem taka kaczka
gdacze strasznie gdy utraci z ust smoczego smaczka.

Szczepcio zaś dostojnym krokiem podszedł do Księżczniczki,
u jej stóp ułożył wdzięcznie białe rękawiczki.
zgiął kolano, jak przystało u stóp córki Króla
i rzekł czule:

(Szczepcio)

(Uśmiechając się do Królewny, z żartem w głosie)

- Sierpień, rozpoznaję po mych kolan bólach.

(Królewna)

(Uśmiechając się do Szczepcia, z żartem w głosie)

- Ja, Mój Szczepciu rozpoznałam, że to jest już sierpień,
gdym w twych rękach zobaczyła nowy z dranek grzebień.

***

(Narrator)

I rozległy się owacje. Wszyscy zgodnie proszą
by opadła już kurtyna, krzycząc: Gorzko! Gorzko!

Zapisz się na
* Darmowy 32-dniowy Kurs e-mailowy *

Jak zorganizować ciekawe wesele
i bawić się dobrze do rana?

Zapisz się na darmowy,
32-dniowy kurs internetowy

Niebanalne Pomysły
NA WESELE


Nie rozdajemy i nie sprzedajemy adresów e-mail.
Jednym kliknięciem wypiszesz się z tej listy.

Wypełnij formularz

Twoje imię: *
Twój email: *
Miejscowość: *

Zobacz: szczegółowe informacje o kursie »

"Pragnę Ci bardzo podziękować za informacje przekazane mi w trakcie kursu. Wielkie słowa uznania za Twój profesjonalizm i ogrom wiedzy. Kurs ten jest dowodem że jesteś świetnym wodzirejem !!!"

Wojtek Nikoniuk



Sylwester Laskowski *WODZIREJ* z pasją!

Nie wahaj się zapytać o więcej!
kontakt »
Double Wings - dobry zespół muzyczny na wesele

Double Wings! Abyście zaczęli z rozmachem,
odważnie, z mocną wiarą, że miłość
rozdzielić może tylko śmierć!

Sylwester Laskowski
lider grupy Double Wings